Wstaliśmy z kolan!

Nie lubię PiS-u ani opozycji. Nie lubię, gdy  walczą między sobą, stosując tanie  zagrywki i marketingowe sztuczki,  aby  przeciągnąć  mnie na swoją stronę. Nie lubię, gdy mówią,  jak nie z nami, to przeciw nam.  Rzygam już słowami: patriotyzm, żołnierze wyklęci, demokracja, historia i suwerenność.  Nie mogę pogodzić się z tym, że powrócił dziennik telewizyjny,

w najgorszym, PRL-owskim  wydaniu i że moi rodacy mają siłę, czy raczej nie mają rozumu i te komentarze pełne lizusostwa oglądają.
Nie mogę pogodzić się  z tym, że lepsi byli poprzednicy tych, którzy obecnie rządzą, choć poprzednicy byli beznadziejni w swej próżności, braku kontaktu ze społeczeństwem, nieznajomością polskiej prowincji, niedostrzeganiu  pogłębiających się  nierówności, a co za tym idzie lawinowo rosnącej liczby wykluczonych i wkurzonych.
Nie mogę pogodzić się  z tym, że nie mam swojego prezydenta, tylko urzędnika partyjnego, posłusznego  i szczerze oddanego swej partii stupajkę.  Ani z tym, że miał być rząd, który dostrzega problemy społeczne,  obdarza  szacunkiem obywateli zaniedbywanych przez wcześniej rządzących, zapomnianych i  słabszych, a minister tego rządu, niejaki Radziwiłł nie rusza dupy z eleganckiej kanapy,  żeby pojechać do pielęgniarek pracujących ponad miarę za ponad normę niskie wynagrodzenie,  tylko kryje się za plecami dyrektor CZD w Warszawie, która nie potrafi nawet rozmawiać ze swoimi pracownikami.
Mam już dość słuchania o sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego, bo nie byłoby  Franka Timmermansa w naszym kraju, ani Komisji Weneckiej, gdyby prezes Jarosław Kaczyński nie przywykł tak bardzo do  konfliktów, sporów i wojen.  A przywykł tak bardzo, że choć  może sam w tych wojnach zginąć,  co podpowiada mi  moja politologiczna  intuicja, to  nie ustąpi,

a wraz z nim nie ustąpią rzesze jego wyznawców, tak wspaniale obsadzonych już w ministerstwach, stadninach, muzeach, elektrociepłowniach, radach, radiach i zarządach. 
Ale najbardziej wkurza mnie, gdy pomyślę, że podzieleni przez polityków, damy sobie wtłoczyć do naszych mózgownic, że  4 czerwca to nie jest wielkie święto rocznicy pierwszych  wolnych wyborów, święto wspólnoty narodowej, którą tak bardzo czuliśmy  w naszych sercach w  1989 roku, ale dzień manifestacji lewaków,  którzy „dużo stracili na zmianie rządu

i mają jeszcze więcej do stracenia teraz, kiedy Polska staje się sprawiedliwa” ( słowa prezydenta Andrzeja Dudy).
Dobrze byłoby, aby  ten dzień ,  który dał początek wolności, otwartym granicom, pełnym towaru sklepów, był dla nas wszystkich  świętem. Zamknijmy uszy  przed politykami szerzącymi podziały i nienawiść. Chodźmy na manifestacje, albo na działkę, do ogrodu. Albo do znajomych. Ale  wszędzie, gdzie się znajdziemy, przypominajmy o tej dacie, która zakończyła  bezkrwawą drogę do wolności.

Bądźmy dumni z wygranej, z tego ogólnonarodowego powstania,  udanego wreszcie powstania. Powiedzmy naszym dzieciom, że to wspólne święto nas wszystkich, że 4 czerwca 1989 roku
MY NARÓD, MY POLACY wstaliśmy z kolan!

blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze