uznałam, że to łapówka

 

Proponuję dzisiaj rozmowę z Dominiką Wielowiejską, publicystką, dziennikarką Gazety Wyborczej. Źle znosi hejty, które często się na nią wylewają. Znana jest z wyważonych poglądów, merytorycznych dyskusji, dobrego przygotowania do każdego spotkania z politykiem. Od niedawna znana jest także z tego, że odmówiła prezesowi telewizji publicznej. 

 

Uznałam, że to łapówka

- Jak się Pani żyje w państwie rządzonym przez Prawo i Sprawiedliwość ?

D. W.  Nie czuję się dobrze w takim natężeniu emocji. Radykalne posunięcia rządzących wywołują silne napięcia społeczne. PiS aktywizuje przeciwko sobie wiele osób, także tych zupełnie niezainteresowanych polityką, nawet tych, którzy nie biorą udziału w wyborach. Z drugiej strony wspaniale zarządza emocjami swojego elektoratu. PiS się bardzo radykalizuje, bo tego chce Jarosław Kaczyński. I teraz niczego już nie udaje. Pogłębia podziały między ludźmi. Zawsze tak było, ale od katastrofy smoleńskiej jest jeszcze gorzej. Ta straszna katastrofa pokazała, jak wiele osób ma potrzebę przeżywania czegoś wyjątkowego, potrzebę wzniosłego wydarzenia, poczucia wspólnoty zaznaczonej krwią. Katastrofa zdarzyła się naprawdę i pozwoliła na zjednoczenie się wokół tego nieszczęścia pokaźnej grupy obywateli. Tak więc podziały pogłębiały się od 2010 roku. Do tego dodajmy fakt, że tak wielu ludzi było coraz bardziej niezadowolonych z rządów Platformy Obywatelskiej. Czuli się wykluczeni

z głównego nurtu, zawiedzeni. W tej sytuacji Prawo i Sprawiedliwość musiało wygrać wybory. Oczywiście także dlatego, że opozycja, zwłaszcza lewica, nie potrafiły, czy nie chciały się zjednoczyć. Gdyby SLD i Partia Razem poszły właśnie razem, wynik wyborów byłby inny. A tak, prawie 10 % głosów się zmarnowało. W tym sensie, że te partii nie weszły do parlamentu.

- Z tego co Pani mówi wynika, że podziały będą coraz głębsze, a od tematu Smoleńska nie uciekniemy jeszcze długo?

D. W.  Naturalnie. Prezes Kaczyński z całą pewnością dąży do jeszcze większej polaryzacji. Dzielenie spaja zwolenników, wzmacnia ich. Takie gromadzenie emocji wokół tragedii, silnych wzruszeń, poczucia krzywdy i niesprawiedliwości jest najsilniejszym spoiwem.

- Ale pamiętajmy, gdy zastanawiamy się o co chodzi Kaczyńskiemu, że chodzi o legendę ś.p. Lecha Kaczyńskiego. Bracia byli niezwykle ze sobą związani. Jarosław Kaczyński nie cofnie się przed niczym,

aby zaznaczyć już na wieki obecność brata w historii. Dlatego ciągle wraca do katastrofy. Ale proszę mi wierzyć, wielu wracających z takim uporem do żądań, aby katastrofę wyjaśnić, naprawdę w nią wierzy!

W teorię zamachu i winę Rosjan. Na przykład Bronisław Wildstein, choć niektórzy uważają, że to cyniczna gra z jego strony, on naprawdę wierzy, że zamach był.

- A Pani wierzy w demokrację w Polsce?

D.W.  Wierzę, że ona się obroni. Jesteśmy państwem obywatelskim. Udowodniły to choćby marsze KOD-u. Proszę zwrócić uwagę, że przecież nie jak chce policja 10 tysięcy, ale kilkakrotnie więcej osób wyszło 27 lutego na ulice, nie w obronie swoich prywatnych interesów, nie dlatego, że coś podrożało, tylko w obronie Trybunału Konstytucyjnego i demokracji. To znaczy, że jesteśmy dojrzali, że umiemy korzystać z praw, jakie daje nam demokracja. I wierze że skorzystamy wtedy, gdy przyjdzie czas. Choćby przy okazji kolejnych wyborów.

- Polacy, nic się nie stało?

D. W.  Nie aż tak. Ten podział, te emocje, rozpad wspólnoty, to niszczycielska siła. Ale to nie zaczęło się wczoraj. Trzeba poczekać. Spokojnie. Rządzi partia wybrana w demokratycznych wyborach. Ale do telewizji nie da się Pani zaprosić? D.W. Jak najbardziej się dam! Może to głupio zabrzmi, ale czuję taką misję w sobie, właśnie dlatego, że tak źle w publicznych mediach jeszcze nigdy nie było. Dlatego właśnie uważam, że głos myślących podobnie jak ja, czy moi koledzy z Gazety Wyborczej powinien być słyszalny, nawet jak nie będzie wysłuchany. Gdy więc jestem zapraszana jako tak zwany ekspert,

nie odmawiam. Choć rozmawia się coraz trudniej. Choćby wspomniana dyskusja z Bronisławem Wildsteinem w telewizyjnym studiu.

- Jeśli w telewizji trzeba bywać, to dlaczego nie przyjęła Pani propozycji poprowadzenia swojego programu w TVP. Czyż nie o tym marzy każdy dziennikarz?

D.W.  Owszem. Nawet nie powiem, że się nie zawahałam. Proponowano mi show z widzami, w dobrym czasie i za bardzo dobre pieniądze. Zarówno na produkcję jak i dla mnie. Ale wahałam się bardzo krótko. W telewizji zaczęło się źle dziać, zaraz po objęciu funkcji prezesa przez Jacka Kurskiego. Powiedziano mi na przykład, że nie podobają się goście, których zaprosiłam do studia. Odpowiedziałam, że

w takim razie nie będzie programu, bo nie będę wymieniać gości. Michał Rachoń, nowy szef publicystyki nie miał wyjścia, ale było jasne, że będzie już tylko gorzej. Więc gdy zaproponowano mi program z tak wyjątkowymi warunkami finansowymi uznałam, że to łapówka. Nie chodziło o protest w imieniu wyrzucanych, choć to także mi się nie podobało, rzecz jasna. Przełożeni z Gazety Wyborczej dali mi wolną rękę, ale uważam, że nieprzyzwoicie byłoby brać jakiekolwiek pieniądze od telewizji publicznej w jej obecnym wydaniu.

blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze