Pajda białego chleba, czyli moja dieta cud

Piątą kanapeczkę z kromki przeciętej na pół, wcześniej odkrojonej z chleba pełnoziarnistego upycham na talerzyku. Talerzyk jest okrągły, nie za duży. Całkiem mały, żeby kanapki ułożyć blisko koło siebie, właściwie nawet jedna na drugą, żeby oszukać mózg, że jest ich bardzo, bardzo dużo. Choć w istocie  jest ich mało.  Mózg głupieje. Oczy wysyłają mu informacje, że cały talerz kanapek przede mną leży, aż nie mogą się zmieścić. Policzki wypełniają się…
Nie wiem czym się wypełniają, ale nagle je czuję i wiem, że gotowe są wypełnić się tymi wszystkimi kromeczkami  w jedną minutę. Tak, żeby poczuć zapach cienko krojonej szynki. Żeby pokontemplować smak ostry, ale przyjemny. Na wierzchu leżą drobinki świeżej pietruszki. Ser podarty byle jak pod wędliną. Żeby nie wyglądało zachęcająco. Pachnie gorzko, przyjemnie. Żuję powoli. Teraz oszukuję żołądek. Chodzi o to, żeby żuć tak długo jeden kęś, aż żołądkowi odechce się  tego całego jedzenia! Czytałam, że tak trzeba. Powoli, z przerwami.
Zrób takie doświadczenie:
Jedz szybko. Nagle przerwij jedzenie, pójdź zadzwonić, gdziekolwiek. Wróć po kilku minutach do talerzyka i pomyśl: jesteś tak samo głodny jak przed chwilą? Nie? Czujesz, że gdyby nie rozkosz jedzenia, to mógłbyś właściwie już skończyć z tymi kanapkami, że jesteś najedzony? Tak? No właśnie. W rzeczy samej.
Biorę kolejną kanapkę. Doświadczenie przytoczyłam tylko dla Ciebie!  Jakiś inny smak. Tak pachnie seler naciowy. Zastąpiłam nim pietruszkę. Też niczego sobie. Sięgam po kolejną kanapkę. Gdzie tam, kanapeczkę, maleńką. Jak to nie ma? To gdzie jest? Co z tym mózgiem? Dlaczego nie dał sygnału, że już jestem najedzona, przejedzona!
Idę do kuchni. Kroję pajdę bielutkiego chleba. Smaruję grubo masłem, na to cebulka w kostkę i cztery krople czarnej, słonej magi w płynie. Policzki się nadymają na samą myśl. Nikt mnie nie oszuka. Mózg przesyła mi wyraźną informację, że to zaledwie jedna kromka na wielkim talerzu.

 

Komentarze

Przypomina to trochę zabawę w kotka i myszkę z mózgiem :) Podobno jest kilka strategii, których realizacja może pomóc zrzucić zbędne kilogramy. Z tego, co czytałem to całkiem skuteczne jest częste jedzenie, oczywiście w mniejszych porcjach. Chodzi o to, żeby nie doprowadzać do sytuacji, że głód przejmuje nad nami kontrolę :) To tylko oczywiście nie sprawdzona przeze mnie teoria, bo sam jem wszystko jak leci - bieganie skutecznie "trzyma" wagę.

oj, tak. Gdyby nie bieganie byłoby niezbyt ciekawie. Też biegam, choć  do maratonu się nie rwę. Pozdrawiam serdecznie. Acha, jedzenie w małych ilościach, choć często,też jest skuteczne. Ale te wszystkie zasady, to i tak  zasadzka. Oderwijmy sie od tego! Serdecznie pozdrawiam
blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze