Ona i sylwestrowa prywatka z puentą

     Od początku nie miała ochoty na tę sylwestrową prywatkę. Rok temu były góry, kopce śniegu takie, że trudno było wracając  z  karczmy w której  podawano najlepsze grzane piwo na świecie, trafić do drzwi, bo śnieg zasypywał wejście prawie do  wysokości oczu. Poza tym był On i towarzystwo. Nie są razem już kilka miesięcy, ale myśli dzisiaj o nim. Nie wyobrażał sobie witania Nowego Roku, gdzie indziej, niż w górach. Ano właśnie! Też pokochała góry, też chciałaby nacieszyć oczy białymi pierzynami, szczelnie otulającymi rozłożyste sosny. Też posiedziałaby przy ognisku, a nad ranem w asyście szczęśliwych, rozśpiewanych i podchmielonych, wróciłaby do schroniska…

 

     Agata przygotowania do tego sylwestra zaczęła miesiąc temu. Wiadomo, nowa miłość. Blondyn. Nie dość, że przystojny, to jeszcze paralotniarz, co nie robiło wrażenia tylko na nielicznych.  No więc, sukienka wąska jak rękawiczka wisiała już na wieszaku na drzwiach szafy,  w maleńkim przedpokoju. Czerwona szminka uzyskana za wartość prawdziwych spodni Lee i jeszcze całego opakowania Carmenów, czekała na zdjęcie z twarzy maski odświeżająco- ściągającej…

 

     A Ona, marząca o górach, z nieco przesuszonymi włosami afro, kombinowała co włożyć na siebie, skoro ma tylko wyjściowe szpilki czarne, z aksamitnym zapięciem na zatrzask. Piękne, ale same buty, to na zabawę sylwestrową za mało. Jak się w końcu ubrała, nie ma dla tej opowieści najmniejszego znaczenia, więc pominę opis.  Ważniejsze jest, że to, co miała na sobie, jedynie utwierdzało ją  w przekonaniu, że nie ma czego na siebie włożyć, a pewnie nawet jakby miała to i tak nie byłoby na czym oka zawiesić. W tak szampańskim humorze stała z Agatą, jej chłopakiem, Iśką, jej chłopakiem  i jeszcze jedną parą z czwartego piętra, ponad pół godziny w tych szpilkach, na lodzie w padającym śniegu…
Blok był nie tyle wysoki, co bardzo długi, najdłuższy w mieście.  Szli w nieskończoność do właściwej klatki schodowej, która była na drugim końcu budynku, licząc od tego,  pod który podjechali taksówkami. Przemarzła, choć trzeba przyznać, że śnieg dobrze robił  rozsypanej fryzurze, skręcając nieco już wyprostowane kosmyki. Gorzej rzecz się miała z rzęsami, ale Ona jeszcze o tym nie wiedziała. Winda nie działała, co  było bez znaczenia dla  przewlekle chorej klaustrofobiczki…

Mieszkanko było małe, ludzi dużo, muzyka  nie ta, którą lubiła. Na pierwszy rzut oka wszyscy byli sparowani, no może oprócz pulchnej blondynki opierającej się o parapet.
  -Typowe, pomyślała Ona. Bez pary, więc podpiera parapet.
Udała się w kierunku okna. Pulchna  okazała się miłą dziewczyną, wahającą się czy wlać sobie wino do długiego kieliszka na szampana,  czy zrobić  drinka.
  –Mnie wlej wina, proszę, rzuciła Ona,
Wtedy usłyszała za sobą miły, męski  głos.
  -Mnie także. Właściciel głosu objął Pulchną za ramię i  wyciągnął rękę.
- Darek jestem…

Nie wiedziała czy stała chwilę , czy o chwilę za długo. Patrzyła na niego i wszystko jej było jedno, że ludzie patrzą. Przybliżył dłoń do jej twarzy, delikatnie przeciągnął palcem po policzku
- Tusz pewnie, ni to spytał, ni stwierdził.
Nogi jej się ugięły. W łazience zamknęła drzwi. Napiła się  chlorowanej wody, spojrzała w lustro. Zmyła czarne strugi z policzków. Dziwnie się czuła. Jakby nie o nią chodziło, jakby przed chwilą coś ważnego się zdarzyło, co tylko trochę jej dotyczy, ale będzie miało wpływ. Nie wiedziała jeszcze na co. Pomyślała, że nie chce wychodzić z tego mieszkania, ale jednocześnie, że nie może dłużej tu zostać. Szarpnęła drzwi, przekręcając kluczyk tkwiącym w zamku. Nigdy dotąd nie zamykała się w małych pomieszczeniach, ściany zaczęły niebezpiecznie zaczęły się przybliżać. Muzyka była głośna, więc nikt nie słyszał jej wołania. Zamek ani drgnął. Uderzyła  w szybę, potem mocniej jeszcze raz…
Zawinięta w ręcznik ręka krwawiła coraz bardziej.  Nie wiadomo w jaki sposób  Darek tak szybko  znalazł taksówkę, ani jak przekonał na pogotowiu lekarza, że jej rana jest groźniejsza niż innych.W akademiku ściągnęła piękne szpilki, wygodnie usadowiła się w fotelu. Rozmawiali do czwartej rano. Potem Darek pojechał przeprosić Pulchną i powiedzieć, że już nie mogą być ze sobą…

Wczoraj rano Ona jak zwykle zadzwoniła: gdzie bawicie się w Sylwestra?

A ja jak zwykle na koniec rozmowy powiedziałam: tylko się nie zamykaj w łazience,

A Ona jak zwykle odpowiedziała: przecież wiesz, że jakby co, Darek się mną zaopiekuje.

 

Dla wszystkich Wszystkiego Najlepszego na Nowy Rok!

 

blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze