Obciach, nie debata

No i mieliśmy wyczekiwaną debatę telewizyjną. Kandydaci stanęli i powiedzieli. To samo co mówili cały czas, więc jeśli ktoś jeszcze nie wiedział z jakim hasłem kandydat idzie do wyborów, to się dowiedział. Wysłuchaliśmy dziesięciu, rzec by można, expose wygłoszonych przez dziesięciu  kandydatów.

I tyle.

Źle wypadli kandydaci, choć trzeba przyznać,  że Janusz Palikot odrobił lekcje.  Był przygotowany. Miął dobrą dykcję, modulował głosem ile trzeba, zastosował oszczędną, ale widoczną gestykulację i pewność siebie. Ale to już było. Już kiedyś obiecywał, że naprawi, wytrzebi, zrówna i wyrówna.  Szanse obywateli przede wszystkim. Potem poszedł w happening, rozwalił  to, co najpierw stworzył i nie ma już czasu, żeby to wszystko nadrobić. Jego poparcie nie wzrośnie więc w sposób istotny,  mimo jego doskonale udawanej pewności siebie podczas debaty.

Takiej pewności z kolei nie pokazał Kukiz. Zwykle swobodny, zachowujący się jak stały bywalec studiów radiowych i telewizyjnych, nieskrępowany  obecnością znanych i lubianych, wczoraj  wyglądał jak zagubiony rockandrollowiec w źle dopasowanym ubraniu.  Niespodzianek nie było, bo nawet  zagrywka Korwina Mikke wobec Kukiza i jego osławionych Jednomandatowych Okregów Wyborczych była tylko kolejnym dowodem, że nie sojusze, współpraca, wspólne idee i dobro kraju są wektorami dla wyjadacza Korwina, ale granie na siebie, wzmacnianie pozycji salonowca, wizerunku zbuntowanego pana w muszce.

Zapamiętać można będzie jeszcze z debaty płynny węgierski Adama Jarubasa, który w sposób sprytny przywołał słowa przeprosin skierowane do premiera Węgier Viktora Orbana na początku kampanii. Wtedy to nie były dobrze przyjęte słowa, ale tłumacząc bez bicia się w piersi dlaczego nauczył się węgierskiego, przynajmniej tych kilka zdań, ściągnął na siebie wzrok telewidzów debaty i dał sobie szanse zatarcia tamtego złego wrażenia.

Tylko czy to była debata?

Czas tykał. Red. Ziemiec pilnował, żeby było jak przy taśmie produkcyjnej:  raz, dwa, trzy, przerwa i zaczynamy raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy. I bez emocji proszę, bez dyskusji, bez przerywania, bez pytania, bez…..

Poza tymi kandydatami co stali za mównicami  jak zastygła żona Lota, nic się nie działo. Sami nie wiedzieli czy lepiej się uśmiechać, czy zachować powagę. Wykorzystywać swój czas mierzony jak w teleturnieju czy lepiej zaoszczędzić 20 sekund. Tak jakby 20 sekund miało jakiekolwiek znaczenie dla kogokolwiek.

Ale tym razem nie kandydaci są winni, że było tak bezsensownie.

Winna jest telewizja. Formuła, którą wymyśliła czy wynegocjowała ze sztabami jest nie do przyjęcia! Jeśli nie mogli negocjatorzy z telewizji przekonać sztabowców, że to nie ma sensu, trzeba było zgodnie z ustawą dać kilka minut każdemu kandydatowi na wypowiedź i nie nazywać tego debatą. 
Debata jest jeśli następuje wymiana poglądów. Nie nastąpiła żadna wymiana, każdy chciał powiedzieć co chciał, żeby wyborcy usłyszeli tylko tyle. Co prawda, zgodnie z zasadą grecką, zaistniała równość partnerów, ale byłaby też,  gdyby każdy kandydat miała tyle samo czasu na autoprezentację i tyle.

Był moderator, ale niepotrzebnie. Nie było bowiem żadnej dyskusji, którą trzeba by moderować. Nie było adwersarzy, nie było dziennikarzy, którzy zadaliby zaskakujące widzów i przepytywanych pytania. Ziemiec dbał tylko o to, aby zasłużyć na opinię neutralnego facylitatora. Nie było argumentów ani kontrargumentów. Nie było puenty i nikt nie wygrał. Nikt nie przekonał  nieprzekonanych, nie przeciągnął intelektualnie na swoja strona wątpiących. Nikt niczego nie objaśnił.

To był nudny spektakl. Bo tak zaplanowała to telewizja opacznie odczytując swoją misję. Próbując uniknąć nieuniknionego czyli posądzenia o stronniczość, upolitycznienie i sprzyjanie jednej, wybranej opcji, zapomniała jak ważną rolą mediów jest ocenianie i interpretowanie wydarzeń.

Szkoda czasu wyborców, szkoda kandydatów. Wygrał jedynie urzędujący prezydent Komorowski. W porę się zorientował, że to obciach, nie debata!

blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze