To jest moje dziecko

Nie jedziemy szybko, bo pani Maria ma chorobę lokomocyjną. Uprzedziła mnie też, że nie czuje się dobrze. Od wczoraj, od chwili gdy zadzwonił telefon, od kiedy ma nadzieje na spotkanie. Jest wyraźnie zdenerwowana. Włączam i wyłączam radio. Nie chcę jej rozpraszać, ale wymuszona cisza zaczyna mnie krępować.
Czy będzie chciał z nią rozmawiać?
Czy nie będzie zły, że ona znów szuka kontaktu? Po raz trzeci.
Pierwszy raz uciekł z domu, gdy miał 18 lat. Po kilku latach znów zniknął. Wyjechał gdzieś w góry. Szukała go. Dłużej niż za pierwszym razem. Potem były odwyki, grupy wsparcia, szpital. Przez chwilę było prawie dobrze. Zakochał się. Ciągnęło go jednak do tamtego towarzystwa. Od czerech lat nie wie co się dzieje z Maćkiem. Z jej dzieckiem.
-Wiesz, lubię tak myśleć: Moje Dziecko. Moje. Jakie jest, ale moje. Dobre, wrażliwe, tylko się pogubił. A teraz potrzebuje wsparcia. Z każdej strony. Ale kto mu da wsparcie? Boję się. Boję się, że nie będzie chciał mnie znać.
Nie odpowiadam, bo i nie o rozmowę pani Marii chodzi. Przemawia do wspomnień, dla uporządkowania myśli, dla ukojenia serca, nadania odwagi.
Zwalniam. Potrzebuje więcej czasu.
Nie pozwoliła położyć dużej torby na tylnym siedzeniu. Przyciska ją do kolan, co jakiś czas zagląda do środka jakby sprawdzała czy wszystko jest na miejscu, tak jak zapakowała. Jakby chciała nadać jak największe znaczenie tej wałówce dla syna. Na dnie soki owocowe, potem pieczeń, trochę szynki, owoce i jogurty. No i papierosy.
-Wzięłam pieniądze. Może mu będą potrzebne? Nie wiem. Ten pan, który zadzwonił do mnie, też nie wiedział.
Wjeżdżamy do miasta. Pytamy o drogę. Prosto do rynku, a potem w prawo. Trzeba jechać ostrożnie, to zauważymy.
Nie zauważyłyśmy. Napięcie udziela się także mnie. Wracamy więc. Widzę długi mur i wysoką bramę.
Czekamy przy szarym okienku.
Naciskam drugi raz dzwonek. Młody człowiek nie rozumie, że nie znamy procedur. Tłumaczy jednak całkiem spokojnie, że jest lista odwiedzających, zakaz wnoszenia na przykład jogurtów i wyznaczony czas odwiedzin. Poczekalnia wypełniona jest po brzegi. Czekają całe rodziny: starsi, młodsi i dzieci. Każdy ma paczkę. Właściwie atmosfera rodzinnego pikniku, tylko zamiast koszy wiklinowych, na środku sali na zielonej ladzie stoją beżowe, otwarte kartony, w których nie ma soków w szklanych czy papierowych butelkach. Ludzie się znają, rozmawiają ze sobą, patrzą na nas. Już wiedzą, że my pierwszy raz. Ale nie zagadują. Co raz pada nazwisko i kolejne osoby znikają za wąskimi drzwiami. Pan w szarym okienku skanduje głośno nazwisko pani Marii.
-Nie zobaczy się pani dzisiaj z synem, o tej drugiej pani nie wspominając. Wyczerpany limit odwiedzin na ten miesiąc. Ale przyjdzie wychowawca, to się Pani wszystkiego dowie. I pani też, zwraca się do mnie.
W pokoju była tylko ławka, taka jaką pamiętam z sali gimnastycznej ze szkoły. Długa i drewniana. My siedziałyśmy. Wychowawca stał i mówił. Był cierpliwy i uważny. Widziałam, że zarejestrował emocje pani Marii. Zanim przyszedł do nas rozmawiał z Maćkiem. Pochwalił go.
–Spokojny, lubiany, nie sprawia kłopotów. A jedzenie może Pani wysłać pocztą. Bo limit na paczki w tym miesiącu też wyczerpany.
-Boże Ty mój! Pochwalił Maćka. Ulżyło mi. Wiesz, ulżyło mi. Dzisiaj przygotuję paczkę i pieniądze i wyślę. I mój numer telefonu. Może zgubił i dlatego nie dzwoni? Mój Boże, czy tu powinno być moje dziecko? W przyszłym miesiącu przyjadę, jeszcze zanim limit odwiedzin się wyczerpie. To moje dziecko.
I odwraca głowę od murów więzienia i łagodnie uśmiecha się do wspomnień. Wiozę bez słowa z powrotem panią Marię i jogurty i picie. I papierosy.
A wczoraj powiedziała mi, że Maciek zadzwonił. Rozmawiali pierwszy raz od czterech lat. Powiedział, że jak tylko wyjdzie przyjedzie do Niej.
I znowu pani Maria płacze.

 

Komentarze

Gratuluję tekstu. Jeśli chodzi o wnioski, to właściwie nic dodać, nic ująć. Może tylko tyle, że artykuł "W Sieci" jest przejawem tego, o czym była mowa we wpisie "Żenujące zarobki dziennikarzy", to znaczy powolnego upadku dziennikarstwa - finansowego i etycznego - oraz bezceremonialnej walki politycznej, w którą uwikłane są wiodące media, bez wyjątku - lewicowe i prawicowe.

Żeby to tylko wiodące media, to bym jakoś łatwiej przeżyła będąc związana nie z takimi znów wiodącymi. Ale to o czym piszesz dotyczy WSZYSTKICH MEDIÓW!! Dzięki i pozdrawiam
blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze