Jak na obrazku z jeleniem i rykowiskiem

Dzień z wieczorem niebawem spotkają się w mocnym uścisku. Dlatego tu  już się świecą , mrugają, pląsają, a ówdzie stoją  nierozpromienione jeszcze świątecznym blaskiem wszechobecnych o tej porze roku świecidełek. Choinki i drzewka.
Miałam czytać, ale się gapię, zresztą zaraz będzie ciemno. Nie zdążymy dojechać  za dnia, choć obiecałam. Lubię jak migają i lubię myśleć, że  jest ich więcej niż w zeszłym roku, albo dwa lata temu.  Bo jak więcej to znaczy, że ludziom bardziej się chce świętować. Z przekonania czy na przekór przykładają wagę do tych radosnych dni. Choć Ducha tracą, kościoły pustoszeją, to tradycja trwa. – Wyglądają te lampy na słupach jak lody w rożku, drwi córka, gdy mijamy Zawiercie.
-Dzieci są w takim wieku, że już nie chcą z nami spędzać  świąt,  to przecież zrozumiałe, więc przyjechaliśmy sobie w góry, mówiła  turystka w radiu.  Znowu o tym myślę,  choć audycji słuchałam mieszając w garze pełnym mięsa na pasztety. Czyli ładnych parę dni temu.  Ale i tak na to wspomnienie w  żołądku robi się gorzko słodko.  Zoperowane niedawno kolano syna uciska moje udo. Może tylko przez to kolano  jesteśmy wszyscy razem?
Wszyscy. Rodzina już czeka, niecierpliwią się, dzwonią. Choinki migają. Powinno być wesoło. Pada śnieg. Śnieg? Przyzwyczaiłam się, że kolejne święta bez śniegu. Dojechaliśmy. W górach biało. Głaszczę siwe włosy .
–Tak długo Was nie było, mówi.
Wszyscy wokół okrągłego stołu. Dzieci nie kopią się już po łydkach. W kolorowych pudełkach nie czekają lalki, ani wagoniki  pociągów. Najmłodszy, ma ponad metr osiemdziesiąt. Starszy przyrządził krwiste mięso , takie najzdrowsze, jak nie lubię. Wino wyborne. Odpoczywamy. Dzieciaki  się zaśmiewają.  Pies domownik jednym kłapnięciem pyska wyjada wszystko mojemu pudlowi.  Dom udekorowany. Żywe drzewko do sufitu. Patrzę w kominek. Słucham kolęd.  Sielsko jak na obrazku z jeleniem i rykowiskiem.
Ale coś uwiera. Podszczypuje, zajmuje miejsce w głowie i wysyła sygnał niżej, na lewą stronę. To nie Wigilia, nie ma pustego miejsca przy stole, ale i tak wszyscy wiedzą.  To miejsce, zwyczajowo Jego   miejsce przy stole zasmuca, zaciąga radość dymną zasłoną. Zawsze tu siedział i patrzył i dyskutował.
I pił wyborne wino.
Ale wtedy dzieci kopały się jeszcze po kostkach. Co by powiedział dzisiaj?

blogerzy blogosfera blogowanie blog w gazecie Boniecki Bóg cesarka na życzenie chleb choinka chłopak Ciocia Conchita Córka debata Depresja dieta Dla obcych dla siebie Dominika Wielowiejska Donald Dziecko dziennikarz dziewczyny gej Grodzka gwałt gwiazdka góry Imieniny ja kabaret Kamiński kandydat kocha lubi szanuje lekarze lewica ludzie macierzyństwo Mamusia Matka Polka matura media minister Misiu miłość Młoda mama Ona Orkiestra orzesz Ty ka mać pacjent państwo PiS piwo PO podróż podsumowanie Polityka Polska Lwów Prasa premier premiera prezes prezydent przychodnia przyrzeczenie Przystojny psychiatra Radio Radio prezes skarbówka Referendum reportaż Rosja sarna sejm seniorka seniorka kocham wnuk staroświecka sylwester syn słoneczni chłopcy słońce teatr Telewizja terapia tomograf trzep sobie TVP uczuleni Wałęsa wino więzienie wojewoda W sieci wybory wypadek zabawa zarobki zdrowie śmierć światełka święta

Ostatnie komentarze