Ucieczka do tyłu posła Lipca

Poseł Krzysztof Lipiec z Prawa i Sprawiedliwości jadąc samochodem przekroczył o 45 km dozwoloną prędkość, nie zatrzymał się do kontroli drogowej i zwiał. Policja ruszyła  w pościg  i poseł chciał nie chciał zjechał na pobocze. Podróżował z dwoma  innymi parlamentarzystami którzy oznajmili, że spali i nic nie wiedzą bo nic nie widzieli.
W dobrych dla mnie dziennikarskich czasach,  podczas  debatach politycznych poseł Lipiec wiele razy podkreślał, że immunitet nie może chronić nikogo kto łamie prawo, mówił o sprawiedliwości i odpowiedzialności.  To jednak stare dzieje, mógł zapomnieć.
Ale  w lipcu  przez media przetoczyła się dyskusja o tym , że piratów  drogowych immunitet nie powinien chronić, bo to niegodne i nieprzyzwoite. Ponadto premier zapowiedziała też, że jeszcze w tej kadencji posłowie, którzy są objęci immunitetem, będą odpowiadać i płacić za swoje wykroczenia drogowe.
Może więc poseł ma złych asystentów którzy nie  przygotowali mu prasówki  z tych dyskusji? Może się zdarzyć.
Jednakże  niedawno przyjęto przepisy, które mówią o tym,  iż poseł może przyjąć mandat w każdej chwili i choć to prawo nie obowiązuje, jest taka zasada. No o tym, to już poseł powinien słyszeć.
Dlaczego nie skorzystał z tej możliwości? Dlaczego nie zachował się honorowo?
Bo  po pierwsze uwierzył,  że dźwiga na swych barkach majestat który czyni go bezkarnym. Po drugie przyzwyczajony jest, że może ubliżać  naszej inteligencji, inteligencji wyborców do woli, bo już nie raz politycy mieli okazję sprawdzić, że ta zawoalowana kpina bywa bezkarna. 
Na Rynku w Kielcach podczas konferencji prasowej poseł Lipiec wbrew faktom ubolewał, że nie może jak zwykły śmiertelnik  przyznać się do przekroczenia i zapłacić mandatu. Że jako osoba chroniona musi przejść „całą procedurę”. A potem usłyszeliśmy rozbawionego posła, że  inni jeżdżą jeszcze szybciej niż on i nic. Mówi też poseł, że nie widział kontroli. Nie zauważył  policjantów w odblaskowych kamizelkach, ani  migotającego jaskrawo koguta. Ale przypomniał sobie też, że droga była pusta  i było późno.  Była noc  po prostu, więc i zagrożenie wypadkiem mniejsze. Po trzecie wracał, tu cytat „z ważnego spotkania  z wyborcami, na którym podnosił wiele merytorycznych uwag dotyczących Polski”. Więc mamy rozumieć, że głowę miał poseł zajętą Polską.
Z tych tłumaczeń wnoszę, że  poseł, nie tylko poseł Lipiec zresztą, jest święcie przekonany iż wyborca wszystko łyknie, na każdą bzdurę się nabierze, byle odpowiednio podaną, na pięknym talerzu obietnic w sosie demagogii, przyprawionym domysłami które niosą przesłanie, że  to wszystko ma drugie dno. A jakie to zobaczymy.
Na to drugie dno nie czekaliśmy zresztą  długo, bo poseł uświadomił sobie, że cała ta sprawa wyszła zbyt szybko na jaw. Jakoś tak komuś, sugeruje nam poseł, zależało żeby szybciutko dowiedziała się opinia społeczna o incydencie.
Poseł też zauważa, że cała sprawa szyta była grubymi nićmi. Zwłaszcza, że policjant zażyczył sobie, żeby  pasażerowie uciekającego auta  się wylegitymowali. „Czy ktoś widział, by policjant kazał legitymować się pasażerom, kiedy to kierowca popełnia wykroczenie?” oburza się poseł.
No coś podobnego! Auto w nocy ucieka, a policjanci chcą wiedzieć kto nim jedzie! Do czego doszło w Rzeczpospolitej, można by zadać pytanie.
Mogłabym kpić, tylko że to wszystko nie jest śmieszne. Przekroczenie szybkości, to rzeczywiście nic nadzwyczajnego. Ucieczka nie jest już tak powszechna ale najbardziej dziwi   to traktowanie nas przez przedstawicieli władzy jak idiotów.  Ten brak pokory, brak umiejętności zachowania się w kryzysie, jaki bez wątpienia zafundował sobie poseł Lipiec oznacza bowiem, że widzi w nas durniów, albo nic a nic nie wyczuwa nastrojów społecznych. Ta wiara,  że nierozumny bełkot przekona nas że być może sprawa ma podtekst polityczny, że ktoś tu mieszał, przesadzał, zawiadamiał. To odsuwanie od siebie  winy, te obietnice żenujące:  „zrekompensuję to wyborcom” napawają niesmakiem i odbierają resztę wiary w godność parlamentarzysty.
I to jest największe przewinienie posła Krzysztofa Lipca. To przynosi wielką szkodę całej klasie politycznej. I całemu państwu.
Jak słodkiego głosu w telefonie oferującego nam „darmowe” usługi, tak obawiamy się obietnic polityków, a priori zakładając, że nie mówią prawdy, że obietnica jest tylko obliczona na wyborczy sukces, nie stoi za nią troska, społeczny solidaryzm, chęć służenia Rzeczpospolitej. Nieufność nie pozwala oddzielić plew od ziarna, wszystkich więc wrzucamy do tego samego wora. Na tym polega wina posła Lipca. Tylko czy by to  zrozumiał, gdyby tak przypadkiem przeczytał ten wpis?
Zapraszam panie pośle do dyskusji. Po starej znajomości.

 

Zakładki: 

Komentarze

Poseł KLipiec znany jest ze swojej dezynwoltury, w gębie pełen frazesów o praworządności, poświęceniu dla Ojczyzny i społeczeństwa a w działaniu zwykły działacz partyjny, dbający tylko o swoją partię, która dała mu stołek. Chciałoby się, aby Naród a szczególnie mieszkańcy okręgu, z którego startował będzie pan KLipiec takie jednostki jak on omijały na kartce wyborczej. Wiem, że jestem niepoprawnym optymistą i marzycielem ale mimo wszystko wierzę w rozsądek wyborców, trzeba tylko częściej upubliczniać takie przypadki i "dokonania" wielu posłów ostatniej kadencji i oby ich czas się skończył. Inaczej będziemy mieli powtórkę z rozrywki ale, zgodnie z marksistowską teorią rozwoju, z większą szkodą dla demokracji.

asertywność czas nieokreślony Depresja Durczok dziennikarze europarlament expośe Ida kandydaci konkurs Kopacz lekarze lewica Lubawski marszałek prezydent wybory media Ogórek papierosy Platforma PO pornografia poseł posłanka prawo prezydent prezydent Lubawski kandydaci prezydent wybory PSL psychoza Putin płuca radio Rosja sejm starosta tabletki terapia Thatcher ubodzy Ukraina umowa.praca upartyjnienie wojna wybory zarobki Żakowski

Ostatnie komentarze